Świętojańskie wideo

Teatr na nowe czasy: Komuna//Warszawa, Paradise Now? Remix Living Theatre

Wiedżmin w Teatrze Muzycznym w Gdyni: fragment próby medialnej

Śpiewający Aktorzy 2017: Katarzyna Kurdej, Dziwny jest ten świat

Barbara Krafftówna W Gdańsku

Notre Dame de Paris w Teatrze Muzycznym w Gdyni: Czas katedr




Nasz autor

obrazek

Piotr Wyszomirski
(ostatnie artykuły autora)

Każdy ma swoje Indie gdzie indziej...

Dwugłos wielotematyczny

Opublikowano: 11.07.2012r.

Sprawa Hali Targowej, strefy płatnego parkowania, dotacji dla rad dzielnic, czyli wakacyjne porządki. Jednak największą atrakcją był przyjazd grupy radnych na ... rowerach!

Czytaj wszystkie "Dwugłosy"

 

Łukasz Cichowski*

 

Rowerem na sesję , mimo obniżki opłat za parkowanie

Ostatnia sesja Rady Miasta była o tyle nietypowa, iż część radnych wybrała inny niż tradycyjny środek transportu celem przybycia na obrady. Otóż tym razem zamiast skorzystać z pojazdów o napędzie spalinowym (samochód, autobus) lub elektrycznym (trolejbus ,skm) siedmioro radnych, w tym moja skromna osoba wybrało środek transportu napędzany siłą mięśni - czyli rower. Akcja zorganizowana przez radnego Trzebiatowskiego, będącego jednocześnie Pełnomocnikiem Prezydenta ds. komunikacji rowerowej, miała zasadniczo dwa cele. Po pierwsze zachęcić mieszkańców do częstszego korzystania z roweru w celu przemieszczania się po mieście, a po drugie przy okazji zebranie przez radnych informacji i opinii o stanie infrastruktury miejskiej przeznaczonej dla rowerzystów na trasie ich przejazdu. Przyznam, że całe doświadczenie to była dla mnie naprawdę ciekawa i przyjemna odmiana. Jeden z dziennikarzy nieco prowokacyjnie zadał w swoim artykule pytanie - czy to jednorazowa akcja czy może zmiana bardziej stała? Jeśli o mnie chodzi deklaruje, iż chętnie wezmę udział w podobnych akcjach w przyszłości i z przyjemnością przyjadę na sesję rowerem jeszcze nie jeden raz.

Jeśli zaś chodzi o samą sesję, to można ją ocenić na 4+ jeśli chodzi o ważność decyzji na niej podejmowanych i ogólną atrakcyjność dla postronnego obserwatora. Z mojego punktu widzenia dość istotnym wydarzeniem jest podjęcie wreszcie w Gdyni uchwały w sprawie trybu szczegółowych kryteriów oceny wniosków w ramach inicjatywy lokalnej, dzięki czemu mieszkańcy w końcu mogą korzystać z tego nowego narzędzia realizowania zadań publicznych, które zostało wprowadzone do porządku prawnego już w 2010r. Jednocześnie chciałem wyrazić radość, że temat inicjatywy lokalnej stał się w gdyńskim samorządzie tematem tak istotnym, że w porządku obrad mieliśmy aż dwa projekty uchwał w tej sprawie. Pierwszy autorstwa Klubu Radnych PO RP złożony już po raz drugi oraz projekt alternatywny autorstwa prezydenta. Mimo, iż nawet nie będąc wróżką z góry wiadomo, który projekt został przyjęty na sesji , to jednak jako klub odczuwamy satysfakcję, gdyż mamy głębokie poczucie, że naszą inicjatywą z maja przyśpieszyliśmy znacząco prace gdyńskich urzędników, którzy pewnie pracowaliby nad tą uchwałą kolejne dwa lata. Mimo iż jako klub mieliśmy własną uchwałę to w głosowaniu poparliśmy również projekt prezydencki. Czy to dziwne?? Moim zdaniem nie, bo mamy nadrzędną zasadę, że popieramy dobre uchwały niezależnie od ich autorstwa - szkoda, że radni Klubu Samorządność nie postanowili miesiąc temu uczynić tego samo i zamiast szukać pretekstu w postaci uwag do trybu przeprowadzonych konsultacji, nie zdecydowali się zaproponować stosownych zmian do uchwały i przyjąć ją w kształcie akceptowalnym dla wszystkich. No cóż tak to już u nas w Gdyni jest, że uchwały opozycji zawsze są odrzucane lub zdejmowane pod byle pretekstem, by potem zgłaszać ekipa rządząca mogła zgłaszać je jako swoje. Tak było z Młodzieżową Radą Miasta, tak było wiele razy w poprzedniej kadencji Rady Miasta - nie ma się co na to obrażać, taka jest rzeczywistość, w której wszyscy funkcjonujemy. Dlatego się nie obrażamy, chcemy współpracy i dlatego tez także i tą uchwałę poparliśmy.

Drugi istotny dla mnie temat, który przy różnych okazjach poruszam, to zbyt niskie stawki na mieszkańca przeznaczane do dyspozycji radom dzielnic. Także i w tym roku Rada Miasta podniosła stawkę na przyszły rok zaledwie o poziom inflacji. Władze miasta w dyskusji na ten temat posługują się już po raz drugi, zarówno rok temu jak i teraz, taką oto retoryką. Nie jest potrzebne podnoszenie stawki per capita na mieszkańca, bo rady dzielnic dostały środki na działania inwestycyjne - głównie na cel rozbudowy, budowy, remontu dróg gminnych. Owszem dostały, ale pragnę zauważyć, że razem z tymi pieniędzmi dostały w spadku także dodatkowe zadania, których wcześniej nie miały. Te środki są przeznaczone na nowe zadanie rad dzielnic czyli drogi gminne, a niewystarczające dotychczas środki per capita na inne zadania dalej są niewystarczające - bo te zadania dalej istnieją, a środki dalej są bardzo małe, gdyż stawka jest przecież podnoszona zaledwie o poziom inflacji. Mało tego - w uchwale, o której mówiłem przed chwilą rady dzielnic obarczone zostały kolejnym zadaniem w postaci częściowego finansowania inicjatyw lokalnych z ich środków inwestycyjnych. Oczywiście w teorii inicjatywa świetna - radzie dzielnicy zabraknie pieniędzy na realizację drogi x to może akurat przyjdą mieszkańcy i dorzucą się z własnej kieszeni i inwestycja zostanie zrealizowana. Problem polega jednak na tym, iż może dojść do swoistej ,,spychologii". Gdy mieszkańcy przyjdą do Urzędu Miasta z wnioskiem o realizację zadania w ramach inicjatywy lokalnej zostaną odesłani do rady dzielnicy, która biorąc pod uwagę skromność ich budżetów w 90% przypadków będzie musiała takie wnioski odrzucać. Po raz kolejny więc całe rozczarowanie mieszkańców skupione będzie na radzie dzielnicy, podobnie jak to jest obecnie gdy mieszkańcy walczący w Urzędzie o budowę, remont lub utwardzenie jakiejś drogi są odsyłani do rad dzielnic. A Urząd Miasta umywa ręce. Ponadto odnosząc się jeszcze do tych środków inwestycyjnych rad dzielnic - zobaczymy na jakim poziomie będzie się kształtowało ich wydatkowanie i realizacja inwestycji. Nie chcę być złym prorokiem, obym się mylił, ale jestem raczej sceptykiem w tej kwestii. Rozdzielając czteroletni budżet miasta na drogi gminne, na 22 rad dzielnic doprowadziliśmy do bardzo dużego rozdrobnienia tych środków wprowadzając jednocześnie 22 ośrodki decyzyjne. Już teraz widać, że większość zadań jakie zaplanowały sobie rady dzielni jest poza zasięgiem ich możliwości finansowych, nawet gdyby skumulowały środki ze wszystkich 4 lat. W efekcie obawiam się, że powstanie zamiast, powiedzmy 10 dróg gminnych w trakcie kadencji jak to było do tej pory, pół drogi w jednej dzielnicy, ¾ w drugiej, a w trzeciej zamiast jakiejkolwiek, 100 m chodnika i 3 lampy. Może się mylę, ale takie mam przeczucie - obym racji nie miał tym razem. Podsumowując ten wątek, Rady Dzielnic nie zostały stworzone de facto aby budować drogi, tylko realizować różne drobne inicjatywy na dzielnicy, załatwiać różne, ale raczej drobne problemy mieszkańców. I do tego celu najlepiej służy im ich własny budżet, tworzony właśnie przez stawkę per capita na mieszkańca. Jest ona jednak za mała, dlatego jako opozycja konsekwentnie postulujemy jej zwiększenie. Niestety także w tym roku, poprawka zwiększająca tą stawkę, zgłoszona tym razem przez Marcina Horałę, została odrzucona.

Bardzo ważną uchwałą przyjęta na ostatniej sesji była także uchwała w sprawie wyrażenia zgody na odstąpienie od przetargowego trybu zawarcia umów najmu na czas oznaczony dłuższy niż 3 lata lub na czas nieoznaczony na nieruchomości stanowiącej własność Gminy Miasta Gdyni zabudowanej kompleksem Miejskich Hal Targowych, położonej przy ul. Wójta Radtkego 36/38/40, czyli krótko mówiąc uchwała w sprawie Hali Targowej, o której przez protesty kupców w ostatnim czasie było głośno. Zainteresowani tematem sprawę znają, więc nie będę jej tu szczegółowo naświetlał, gdyż w takiej sytuacji trzeba by było napisać cały elaborat. Powiem tylko tyle - z jednej strony dobrze, że uchwała jest i wszystko wskazuje na to, iż obecni dzierżawcy będą mogli kontynuować swoją pracę na Hali, z drugiej strony w dość cichy sposób, przy nie do końca jasno wyjaśnionych przyczynach takiej decyzji, dotychczasowe umowy dzierżawy zmieniono na umowy najmu, co jest subtelną, acz jednocześnie istotną różnicą. Z tego też powodu zdecydowałem się głosować przeciw tej uchwale. Ponadto władze miasta poinformowały ( tylko poinformowały, gdyż nie jest to przedmiotem uchwały), iż od początku 2013r. administratorem całego kompleksu Hali Targowej będzie Administracja Budynków Komunalnych. Klasyczny przykład jak to jest wpadać z deszczu pod rynnę. Zamieniamy kompletnie nieudolnego administratora jakim jest spółka Miejskie Hale Targowe na bardzo wątpliwie udolnego administratora miejskich budynków komunalnych. Można tu jedynie zadać retoryczne pytanie, czy nie lepiej by był aby najmujący powołali własną spółkę/stowarzyszenie i sami administrowali Halą?? Czy nie jest przypadkiem tak, że najlepsza jest sytuacja gdy ludzie tworzący pewną wspólnotę, w tym przypadku wspólnotę prowadzących działalność gospodarczą, sami stanowili o sobie? Idąc dalej można zadać pytanie - czy może nie lepiej byłoby halę sprywatyzować? Miasto pozbyłoby się problemu, a właściciele Hali, czyli akcjonariusze powstałej spółki, którymi z kolei byliby właściciele boksów na hali z pewnością sami zdecydowanie lepiej by nią zarządzali. Stara prawda jest bowiem taka, że najlepiej dba się o swoje.

Na ostatniej sesji Rada Miasta uchwaliła także zmianę stawek opłat za korzystanie ze strefy płatnego parkowania. Tym razem uchwałę nasz Klub poparł, a to dlatego że tym razem wyjątkowo stawki zostały obniżone - odpowiednio o 20 gr. za pierwszą godzinę oraz 10 gr. za drugą. Niby niewiele, ale lepszy rydz jak nic. Czy ta czerwcowa obniżka wynikała ze wspaniałomyślności władz miasta?? Oczywiście nie. Okazało się, że w ramach nadzoru nad uchwałami Wojewoda znalazł liczne uchybienia w poprzedniej wersji uchwały z marca br., które polecił usunąć poprzez wprowadzenie odpowiednich zmian. Jedną z nich jest np. likwidacja 5 minutowej ochrony dla kierowcy na zakup biletu z parkometru, której istnienie jest rzekomo niezgodne z ustawą. Moim zdaniem brak tej ochrony to zmiana zdecydowanie na gorsze, gdyż teraz strach będzie oddalać się od samochodu w poszukiwaniu parkometru ( a w przypadku awarii najbliższego, drugi może być na tyle daleko, że stracimy kontakt wzrokowy z samochodem), gdyż możemy trafić na nadgorliwego i złośliwego kontrolera, który skrupulatnie uzna, że parkujemy bez wymaganej opłaty. Miejmy jednak nadzieję, że kontrolerzy podchodzić będą do tej sprawy ,,po ludzku" i dotychczasowa praktyka, choć teraz już nieformalna, będzie nadal stosowana. Wróćmy jednak do tych stawek za parkowanie. Otóż podczas dogłębnej analizy prawa w celu odniesienia się do uwag organu nadzoru okazało się, że uchwała gdyńska ( zarówno ta z marca, jak i ta z 2009r.) jest niezgodna z prawem również w aspekcie stawek opłat za parkowanie. W Gdyni od początku istnienia strefy każda godzina postoju kosztowała tyle samo ( wcześniej 2 zł, od marca 3 zł), a ustawa wymaga aby stawki były progresywne. Pierwsza godzina może maksymalnie kosztować 3 zł i musi być tańsza od drugiej godziny, druga od trzeciej, a z kolei 4 i kolejna nie może być droższa od pierwszej. Niezależnie od tego jak bardzo dziwne są zapisy ustawy i jak bardzo szczegółowo narzucają samorządom kształtowanie polityki parkingowej, to jednak prawo jest prawem i powinno być przestrzegane, a w Gdyni od 2009r. mieliśmy de facto uchwałę niezgodną z ustawą. Dziwnym jest dla mnie, że dopiero po 3 latach zorientowano się, iż istnieje tego rodzaju niezgodność. Można zadawać sobie pytanie, czy w związku z tym miasto do tej pory legalnie pobierało opłaty i legalnie wystawiało mandaty? Władze miasta zdecydowanie twierdzą, że tak. Nie jestem wprawdzie prawnikiem, ale na pierwszy rzut oka dla mnie osobiście ta sprawa wcale nie jest tak do końca oczywista.

Na koniec jeszcze tylko krótka informacja, iż w związku ze znacznym naruszeniem przez prezydenta terminu odpowiedzi na 2 interpelacje, złożyłem także w biurze podawczym wezwanie do usunięcia naruszenia zapisów Statutu Miasta, które mówią iż organ wykonawczy ma 14 dni na udzielenie odpowiedzi na interpelację. Obie złożone zostały w Biurze Rady Miasta w dniu 5 czerwca, a do 28 czerwca nie otrzymałem ani odpowiedzi merytorycznej, ani choćby nawet informacji z jakich przyczyn odpowiedź nie została udzielona w terminie, w związku z tym uznałem za zasadne złożenie takiego wezwania. Rozumiem że niektóre interpelacje mogą Pana Prezydenta irytować, drażnić itd. ( coś jest na rzeczy skoro radni Samorządności maja nieformalny zakaz ich pisania) natomiast znów powiem tak: prawo jest prawem, opisane w statucie m.in. zasady współpracy organu wykonawczego z radnymi powinny obowiązywać niezależnie od wszelkich innych czynników. W momencie pisania tego felietonu mogę ku mojej radości stwierdzić, iż wezwanie okazało się skutecznym narzędziem przypomnienia Prezydentowi o jego obowiązkach, gdyż bardzo szybko otrzymałem odpowiedzi na obie interpelacje.

Na koniec życzę wszystkim czytelnikom Dwugłosu spokojnych, słonecznych i udanych wakacji. Wszystkim tym którzy zdecydowali się spędzać urlop nad polskim morzem życzę mniej burz, a więcej słońca, a tym z Państwa którzy wolą spędzać go zagranicą przede wszystkim życzę wyboru rzetelnych i uczciwych biur podróży, co jak się okazuje w kontekście ostatnich wydarzeń jest sprawą o znaczeniu strategicznym.

 

www.lukaszcichowski.pl

*Łukasz Cichowski w ostatnich wyborach samorządowych uzyskał mandat radnego z okręgu 2. (Cisowa, Pustki Cisowskie-Demptowo, Chylonia).Reprezentuje Platforme Obywatelską.

 


Marcin Horała*

 

Nie trzeba głośno mówić...

Okres wakacyjny nie sprzyja czytaniu przyciężkawych, poważnych artykułów. O ostatniej sesji napisałem już dosyć wyczerpująco w informacji prasowej, która była prezentowana również na stronach Gazety Świętojańskiej (zobacz). O czym zatem tu pisać?

Aby było krótko a treściwie chciałbym tym razem Państwu podsunąć kilka pytań. Od taki przyczynek do rozmyślań, jakby się komuś na plaży czy na górskim szlaku zachciało rozmyślać akurat o gdyńskim samorządzie.

Otóż, jak wiadomo, we współczesnej demokracji jak czegoś nie ma w mediach to w ogóle nie istnieje. A więc czasem warto pomyśleć nie o tym co wiemy, ale zastanowić się - czego nie wiemy. Nie tylko jakich odpowiedzi nam brakuje, ale również jakich pytań nikt nie zadał.

Na przykład takie: zarządzanie to sztuka wyboru, sztuka nawigowania za pomocą ograniczonych zasobów na oceanie nieograniczonych potrzeb. Nawet zarządzając miastem w sposób optymalny dla całości trzeba podejmować decyzje obiektywnie niekorzystne dla jednostek a nawet dużych grup. Jak to pogodzić ze wskaźnikami poparcia ponad 90%? Sam Duch Święty musiałby, po prostu musiał, w swoim rządzeniu naruszyć konkretne interesy grup elektoratu sumujących się do 20 czy 30 a nie np. 6 czy 8 procent. Dlaczego więc w Gdyni istnieją spore grupy głosujące wbrew swojemu interesowi? Czy jest to masa altruistów zdolnych do całościowej analizy interesów miasta i poświęcenia się w ich imię?

Idąc dalej tym tropem - a jakby tak zrobić demograficzno-socjologiczną mapę transferów na poziomie lokalnym. Jakie grupy na polityce miasta raczej zyskują a jakie tracą? Często są to grupy o niemal idealnie sprzecznych interesach. Np. zyskują drobni kupcy czy handel wielkopowierzchniowy (to takie najbardziej oczywiste). Więcej zasobów jest kierowane na życiowe potrzeby „młodych, wykształconych z wielkich miast" czy „moherowych beretów". Względnie lepiej niż w reszcie kraju być w Gdyni rodzicem czwórki dzieci czy bezdzietnym singlem?

A co jakby mapę zróżnicować geograficznie? W każdej dzielnicy ludzie mówią, że jest „zaniedbana" czy „zapomniana"? Ale co, gdyby ustalić zobiektywizowane kryteria i to po prostu policzyć? Gdzie jest więcej a gdzie mniej inwestycji? Z jakim wskaźnikiem się ten rozkład koreluje?

Z innej beczki - mieliśmy w ostatnich latach kilka spraw co najmniej kontrowersyjnych. Specjalistyczny Ośrodek Wsparcia, wycinka lasu na Obłużu, lokalizacja stacji benzynowej na Bursztynowej, nieomal zawalenie się szkoły na Chwarznie w dziesięć lat po wybudowaniu (sprawy ośrodka hipoterapii nie wliczam, bo zbyt świeża). Pytanie brzmi - jaki jest dalszy ciąg tych spraw? Czy cokolwiek się zmieniło np. w urzędzie? Czy wyciągnięto (a jeżeli tak to jakie) konsekwencje wobec jakichś osób? Oczywiście w niektórych sprawach konsekwencje wyciągał aparat ścigania. Ale co z pozostałymi osobami, tak czy inaczej uczestniczącymi w sprawach? Przecież jest cała paleta zachowań urzędniczych, które nie są przestępstwem w rozumieniu kodeksowym, ale zdecydowanie chcielibyśmy je wyeliminować... Jak zmieniono procedury, by tak się stało? Co z osobami które przyjmowały do pracy, rozliczały, kontrolowały, nadzorowały tych bezpośrednio odpowiedzialnych?

A co tam, panie, w kulturze? Miasto jest w tym obszarze aktywne i transferuje środki publiczne - a jak wiadomo dla transferów środków publicznych jest to obszar trudny, bo niewymierny (jak zrobić obiektywny przetarg np. na dobre przedstawienie teatralne?). Może by więc zrobić analizę statystyczno-porównawczą nakładów i efektów w innych miastach (jakkolwiek by można ująć niewymierny artyzm w kategorie statystyczne - ale spróbować by można). A co ze stroną ideową, bo kultura, jak wiadomo, często ma konkretne ideowe konotacje. Czy więcej transferów poszło do - symbolicznych - Ziemkiewiczów i Rymkiewiczów czy raczej do - równie symbolicznych - Szczuk i Żakowskich (realny, nie symboliczny, Paweł Huelle wydaje się tu być osobną kategorią).

Co by powiedział o Gdyni socjolog elit? Co jakby zbudować tableau kierowników, naczelników, radnych, członków organów spółek samorządowych, dyrektorów itp. a następnie narysować mapę powiązań. Mielibyśmy miriadę niepowiązanych wysepek czy raczej mocno splątaną pajęczynę? A co byłoby siecią, spoiwem? Kto byłby „wolnym elektronem" a kto byłby gałęzią, na której „wiszą" dziesiątki karier?

Jakie obszary polityki miejskiej leżą zupełnie odłogiem w stopniu takim, że nie są nawet zdefiniowane i opisane? Ostatnio przypadkiem odkryłem że tak jest z rewitalizacją - istniejące w tym temacie dwa dokumenty to tak naprawdę nie rzetelne opisanie potrzeb tylko podkładki pod z góry przewidziane inwestycje. Czy przyczyną jest, że opisanie, zdefiniowanie problemu to jego zaistnienie w świadomości - a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal?

A dlaczego w znacznie mniejszych ośrodkach (spójrzmy chociażby na pobliskie Małe Trójmiasto) może się utrzymać kilka lokalnych telewizji kablowych, informujących o działaniach władz i opozycji, dających transmisje i retransmisje z obrad rad miast itp. - a w Gdyni od wielu już lat nie ma ani jednej takiej telewizji? Jak wyglądałyby wskaźniki poparcia gdyby nie kilkoro a kilka tysięcy Gdynian oglądało co miesiąc sesję rady miasta?

Zachęcam Państwa by czasem sobie pomyśleć o tych i o wielu innych sprawach dotyczących gdyńskiego samorządu. Byle nie za dużo, bo mogłoby to wywrzeć nieodwracalne szkody na podobno rekordowym w kraju wskaźniku zadowolenia z życia. Historia zna mało szczęśliwych filozofów, za to owieczki na pastwisku to wszystkie beczą bardzo radośnie.

 

 

www.horala.pl

*Marcin Horała w ostatnich wyborach samorządowych uzyskał mandat radnego z okręgu 2. (Cisowa, Pustki Cisowskie-Demptowo, Chylonia).Reprezentuje Prawo i Sprawiedliwość.